Nie mam pojęcia, jak można być szczęśliwym mając chore dziecko?

s

Przeglądając pewnego razu Fb, natknęłam się na zdjęcie uśmiechniętej mamy. Mamy, która trzymała na kolanach przewlekle chore dziecko. Pod zdjęciem było pełno komentarzy, wspierających mamę oraz dziecko.  Ale tylko jeden, krótki komentarz przykuł mój wzrok. Dlaczego? Ponieważ, nie wspierał on matki i dziecka, tylko zadawał krótkie pytanie, a brzmiało ono tak:

NIE MAM POJĘCIA, JAK MOŻNA BYĆ SZCZĘŚLIWYM MAJĄC CHORE DZIECKO?

Wszystkim, którzy również zadają sobie takie pytanie, chcę odpowiedzieć tym wpisem. Odpowiedź jest oparta na naszych doświadczeniach. Zacznę od tego, że na to pytanie nie ma prostej odpowiedzi. Nie da się odpowiedzieć: można być szczęśliwym lub nie można być szczęśliwym.

Od dwóch lat, sama jestem mamą chorego dziecka i uwierz mi to nie jest sielanka, ani bułka z masłem. Dla całej naszej trójki jest to ogromne wyzwanie. Ale zacznijmy od początku.

Kiedy zaszłam w wymarzoną ciążę, którą przechodziłam bardzo dobrze, urodziłam zdrowe dziecko i wydawało mi się, że w  tamtym momencie nic nie było w stanie zburzyć naszego szczęścia. Myliłam się. Nagle i nie wiadomo skąd zaczęła pojawiać się ONA choroba. Choroba, o której nigdy nie myśleliśmy, a jak myśleliśmy to nigdy w kontekście tego, że może przytrafić się ona nam lub naszym najbliższym. A już na pewno nie pomyśleliśmy, że może się ONA przytrafić naszemu idealnemu wyczekiwanemu dziecku.

A jednak trafiło na nas, a raczej na nasze dziecko.

Co wtedy?

O czym myślisz?

Jak się czujesz?

Tak, małe dziecko nie jest niczego świadome, a my nawet nie mieliśmy czasu przyzwyczaić się do tej myśli i sytuacji, ponieważ trzeba było działać i walczyć. W tych pierwszych momentach jest ciężko, powiedziałabym nawet, że jest CHOLERNIE CIĘŻKO. Nie ma już życia, jakie prowadziliśmy i sobie wyobrażaliśmy. Musieliśmy bardzo szybko przyjąć do wiadomości i uświadomić sobie, że nasze dziecko nie będzie miało takiego dzieciństwa jak większość dzieci. Będą częste wizyty w klinice, a co z tym się wiąże badania i częste pobory krwi. Będą pobyty w klinice, które będą czasami trwały tygodniami. Będzie codzienne przyjmowanie leków. A może nawet przeszczep. Oraz wiele innych rzeczy, o których zdrowe dzieci i ich rodzice nie myślą.

Na początku zadawaliśmy sobie serię podstawowych w takich chwilach pytań:

„Dlaczego my, dlaczego nasze dziecko?”

„Czy to nasza wina?”

„Co takiego zrobiliśmy źle?”

Po pewnym czasie nie zadawaliśmy sobie już tych pytań, bo wiedzieliśmy i uświadomiliśmy sobie, że na te pytania nigdy nie znajdziemy dobrej odpowiedzi.  Przynosiły one tylko smutek i rozdrapywały lekko zabliźnione rany.

Kiedy okres zadawania tych pytań przeszedł, zaczęliśmy dostrzegać i skupiać się na innych aspektach naszego nowego, innego życia. Zaczęliśmy cieszyć się każdym dniem spędzonym poza klinką, a od kiedy ten okres zaczął się wydłużać, jesteśmy po prostu szczęśliwi. Patrząc na naszego syna, czujemy po prostu szczęście i jesteśmy dumni. Dumni z tego, że jest silny i walczy o swoje życie. A jak on walczy to, jak my moglibyśmy być źli, czy nie szczęśliwi. Przecież z całych sił musimy go wspierać, a co najważniejsze pokazywać mu, że poza chorobą i kliniką też jest życie. Życie, w którym też trzeba dawać sobie radę mimo wszystko.

Syn diametralnie zmienił naszą hierarchię wartości. Pokazał nam co jest ważne, a co nie. Aktualnie nie przejmujemy się banałami typu: zespół mi się tablet, bo to są tylko rzeczy, które można zmienić lub się bez nich obejść. W naszym życiu to Jakub stoi na pierwszym miejscu, on i jego zdrowie oraz szczęście. Wspólne wyjazdy, wyjścia na basen, czy wspólnie zjedzone śniadanie to jest wartościowe dla naszej trójki. To przynosi nam szczęście. Jestem szczęśliwa kiedy, wieczorem mogę posprzątać zabawki, czy zmazywać po raz enty ołówek z mebli. Jestem szczęśliwa, ponieważ zrobił to mój syn, który cały czas walczy o swoje zdrowie.

To, co na samym początku wydawało się nam niemożliwe, czy trudne do osiągnięcia teraz jest rzeczywistością,  w której każdego dnia staramy się znaleźć szczęście i pozytywną energię.

 Choroba syna sprawiła, że nasze życie nabrało wszystkich kolorów od tych ciemny do naprawdę jaskrawych.

Jak to się stało? Po prostu zaczęliśmy dostrzegać w naszym życiu coś więcej niż tylko chorobę.

PS: Zdjęcia ku przywołaniu dobrej pogody :)

chore dziecko

choroba dziecka

jak być szczęśliwym

Dodaj komentarz

7 komentarzy do "Nie mam pojęcia, jak można być szczęśliwym mając chore dziecko?"

Powiadom o

Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Gość
17/02/2016 21:57

Mam chore dziecko- jest szczęśliwe, i ja jestem szczęśliwa. Cieszymy się każdą chwilą, z każdej małej rzeczy. Kochamy życie :)

Gość
18/02/2016 20:24

Wydaje mi się, że osoby które mają ‚wszystko’ zatracają się w tym i przestają widzieć to, co najważniejsze. Nie potrafią czerpać radości z życia samego w sobie (nie z pieniędzy, wycieczek tylko ze stąpania po zielonej trawie np.)
A takie choroby skutecznie otwierają nam oczy.
Powodzenia dla Was, zdrówka i dzięki za ten post :)

Gość
19/02/2016 09:40

Moje dzieci są zdrowe, nie licząc kilku efektów wcześniactwa u córeczki. Zanim jednak znalazłam się w tym momencie, w którym teraz trwam, musiałam walczyć o życie dziecka. To zmieniło cały mój świat…

Gość
22/02/2016 10:31

Moje dziecko przeszło ciężką chorobę i też o tym piszę u siebie (wpis Kiedy Krecik zachorował). Gośka zgadzam się, że wtedy wartości zmieniają się i jest to lekcja wielkiej pokory, ale i miłości. Trzymam kciuki za Was bardzo mocno, bo wiem czym jest i nagła choroba i wada wrodzona…I wierzę, ze będzie dobrze!!!! <3<3<3

wpDiscuz