5 rzeczy do których nie mogę przyzwyczaić się w Niemczech

plac zabaw

Do Klubu Polek na Obczyźnie zapisana jestem od dawna, ale to jest pierwszy raz kiedy się udzielam. Na początku chciałam przeprosić, za to że do tej pory byłam nieaktywnym członkiem tego bardzo interesującego klubu, ale niestety tak wyszło. Napiszę krótko obiecuję poprawę.

Jesienny projekt klubu nosi hasło „Rzeczy, do których nie mogę się przyzwyczaić w moim kraju”. Temat jest dość przyjemny, bo jak każdy Polak i Polka narzekać to ja potrafię (tak przynajmniej twierdzi mój mąż).  Tak, więc dzisiaj postanowiłam podzielić się z Wami 5 rzeczami do których nie potrafię się przyzwyczaić w Niemczech. aby już dłużej nie przeciągać zaczynam.

1. Na pierwszym miejscu w całym rankingu znajdują się KORKI

Kiedy trzy lata temu przeprowadziłam się do Niemiec i słyszałam jak Niemcy narzekają na swoje autostrady (bo remonty, bo zakorkowane) to zbierało mnie na śmiech. W głębi duszy zadawałam sobie pytanie „to co by powiedzieli, jak by przyjechali do Polski”. Nie upłynęło dużo czasu, kiedy to i ja  zaczęłam narzekać na autostrady głownie chodzi mi tu o A3 odcinek Dusseldorf-Kolonia i na odwrót. Odcinek który w normalnych warunkach pokonuje się w 35 min (50 km), w nie sprzyjających warunkach pokonacie mniej więcej w czasie 60 min (to przy w miarę dobrym ruchu), a nie sprzyjających warunkach może Wam to zająć nawet 90 min. Dlatego jeżeli mieszkacie w jednym mieście, a chcecie pracować w drugim to uzbrójcie się w cierpliwość, kawę i dobrego audiobooka.

2.  Drugie miejsce zajmuje pytanie o NAZWISKO

Do tego, że w Niemczech nazywam się Golebska a nie Gołębska zdążyłam się już przyzwyczaić. Podawanie nazwiska bez polskich znaków jest dużo łatwiejsze dla mnie, jak i dla Niemców. Tak, więc do czego nie mogę się przyzwyczaić, do pytań dlaczego nie noszę takiego samego nazwiska jak mój mąż i syn. Ostatni nawet na poczcie miałam problem z odebraniem przesyłki która była zaadresowane na mojego syna (na paczce było napisane, że odbierają rodzice). Po paczkę przespacerowałam się sama bez dziecka. Pokazałam  swój dokument tożsamości, ale pani nie chciała wydać mi paczki ponieważ według niej nasze nazwiska są inne (mój syn Golebski, ja Golebska). Tłumaczyłam jej, że w Polsce nazwiska się odmienia, ale widziałam po jej minie, że nie jest chętna wydać paczki. Na szczęści przypomniała sobie, że mam przy sobie dokument tożsamości mojego syna. Dopiero jak kobieta go zobaczyła, to uwierzyła, że to naprawdę mój syn i wydała mi paczkę.

3. Trzecie miejsce zajmuje segregacja ŚMIECI

Aktualnie już się do tego przyzwyczaiłam (nawet), ale to była jedna z trudniejszych rzeczy do opanowania. Na wstępie napiszę, że rozumiem i popieram segregację śmieci, ale zmieścić 4 kosze na śmieci w maleńkiej kuchni to już dla mnie duże obciążenie. Pamiętam jak wprowadzaliśmy się do pierwszego mieszkania w Niemczech i jak dostaliśmy listę, co do którego kosza wyrzucać. Mieliśmy ją przyklejoną na ścianie w kuchni i przed wyrzucenie jakieś rzeczy, zawsze zaglądaliśmy na tę listę. Kiedy na początku coś i tak wędrowało tam, gdzie nie powinno to nasi sąsiedzi, kiwali nam palcem i ostrzegali przed podwyżką opłat.

4. Wilgotne POWIETRZE

W Polsce, w rejonie z którego pochodzę wilgotność jest dużo mniejszą, niż w rejonie w którym aktualnie mieszkam. Nie ma co tu dużo pisać, po prostu do tej odczuwalnej wilgoci, nie mogę się w Niemczech przyzwyczaić.

5. Na ostatnim miejscu w tym rankingu są BRUDNE place zabaw

Duża część osób myśli, że w Niemczech jest wszędzie czysto i jest porządek, ja udowodnię Wam, że ta część osób jest w błędzie. Widać to na zdjęciu powyżej. Od czasu kiedy mój syn lubi spędzać czas na placach zabaw, większą uwagę zwracam na to w jakim są one stanie. Ten, blisko naszego domu jest w stanie opłakanym i nikt przez cały sezon, nic z tym nie zrobił. Dlatego wędrujemy po innych placach zabaw. które są mniej lub bardziej przyjazne dla maluszków. Ogólnie rzecz biorąc większość placów zabaw jest w dobrym stanie, ale są to place zabaw np. w parkach. Te osiedlowe już nie są w utrzymane w najlepszej czystości, a szkoda bo na nich też się bawią dzieci.

Mój ranking rzeczy do których nie mogę się przyzwyczaić w Niemczech już znacie. Jutro kolej na Agnieszkę która napiszę Wam na swoim blogu do czego nie może przyzwyczaić się we Włoszech

Jesienny projekt Klubu Polki na Obczyźnie dedykujemy akcji „AUTOSTOPEM DLA HOSPICJUM” – Przemek Skokowski wyruszył autostopem z Gdańska na Antarktydę, by zebrać 100 tys. zł. na Fundusz Dzieci Osieroconych oraz na rzecz dzieci z Domowego Hospicjum dla dzieci im. ks. E. Dutkiewicza SAC w Gdańsku. Na chwilę obecną brakuje 35 tys. Jeśli podoba Ci się nasz projekt, bardzo prosimy o wsparcie akcji dowolną kwotą. 

Więcej info: https://www.siepomaga.pl/r/autostopemdlahospicjum

Dodaj komentarz

13 komentarzy do "5 rzeczy do których nie mogę przyzwyczaić się w Niemczech"

Powiadom o

Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Gość
23/10/2015 08:50

Ciekawe jak na niemieckiej poczcie rozwiązują problem rodzin włoskich – gdzie ojciec i dziecko noszą to samo nazwisko (od niedawna dzieci mogą mieć dwa nazwiska) a matka dumnie nosi swoje ;)

Gość
Asia
23/10/2015 12:44

@Ewiczka – dokladnie taka sama sytuacja moze byc rowniez w polskiej rodzinie. Wielokrotnie spotkalam sie z tym, ze kobieta zachowuje swojego nazwisko po slubie, a dziecko zawsze „z defaultu” przejmuje nazwisko po ojcu.. Tyle, ze to powinno byc jakos chronione przepisami, bo nawet moja ciotka, ktora nazwiska nie zmienila, a jej dzieci maja nazwisko po jej mezu, to ma ogromne problemy chociazby na lotnisku – jak ma udowodnic ze to dziecko, ktore stoi obok niej, to faktycznie jest jej dziecko? Dla mnie to luka w prawie, tylko problem polega na tym, ze np. na takiej poczcie czy lotnisku i jedna… Czytaj więcej »

Gość
23/10/2015 12:57

Hej! Jestem na etapie przygotowywania mojego artykułu o rzeczach, do których nie mogę się przyzwyczaić w Niemczech, i z każdym artykułem, który czytam na ten sam temat, jestem pozytywnie zaskoczona, że zauważamy zupełnie inne rzeczy, głównie przez swoją sytuację/środowisko itp. (ja nie chodzę na plac zabaw, mam nazwisko bez polskich znaków itd.), bardzo fajne spostrzeżenia :-) Pozdrawiam.

Gość
23/10/2015 21:32

No fakt plac zabaw na zdjęciu nie zachęca.

Gość
29/10/2015 20:53

Byłam kiedyś z mężem u jego rodziny w Hamburgu i parki oraz place zabwaw wręcz lśniły. Były czyste zadbane i świetnie wyposażone. W kuchni kosz był jeden i tylko makulaturę odkładano oddzielnie, ze względu na przekonania ekologiczne i pojemnik na papier w okolicy bloku. Może inaczej takie kwestie wyglądają w różnych miastach. Nie wiem.

Gość
29/10/2015 20:54

P.S. Podrzuć mi link jeśli odpowiesz na mój komentarz, bo nie widzę tu funkcji powiadamiania. ;)

Gość
03/11/2015 15:50

Brudno? Cóż robić: NRW… Pojedź do BW albo Bayern, będzie czyściej.
Korki? Jak wyżej. Ale nas i tak nie przebijecie (Holandia).
Segregacja śmieci? Chciałabym znowu mieć takie możliwości… :)

Gość
18/02/2016 19:58

Jak przeczytałam ‚inne nazwisko’ naprawdę pomyślałam, że macie inne. Tak całkowicie inne :D
A tu chodziło o literkę i/a ? Nie miałam pojęcia, że u nich tą samą ‚wersję’ ma cała rodzina :)

wpDiscuz